Kobieca strona Mamy Kontrowersyjnie NieCodziennik

MAMY MOC vol. 3 POŚWIĘCENIE

27 kwietnia 2017

Każda z nas, mam, wie, że macierzyństwo to poświęcenie. Każda z nas wie, ile to poświęcenie kosztuje. Dosłownie i w przenośni.

Wydawać by się mogło, że bycie mamą to najcudowniejsze zajęcie na świecie. Niewątpliwie jest to zajęcie wyjątkowo wdzięczne. Kochamy nosić tych swoich małych szefów-dyktatorów na rękach. Bez mrugnięcia okiem i słowa sprzeciwu robimy dla nich wszystko i jeszcze więcej. Dbamy, tulimy, pocieszamy. Truchlejemy na samą myśl, że mogłoby im się stać coś złego. Kochamy na zabój i nad życie. Cieszymy się tymi pięknymi chwilami. Celebrujemy codzienność. Wychwalamy niebiosa. Jesteśmy pełne energii, zapału, przepełnione satysfakcją, spełnione. Jasna strona macierzyństwa.

Do czasu..

A ta druga, o której zdecydowanie mniej się mówi, która tak sprytnie się kamufluje a potem wali pięścią w twarz i przygniata do samego parteru..

Macierzyństwo to też poświęcenie i wyrzeczenie. To gorsze dni, poczucie bezsilności i beznadziei. To chwile, gdy mamy ochotę walić głową w niewidoczny mur, krzyczeć ze złości. To momenty, gdy chcemy rzucić wszystko i uciec na kraniec świata, skończyć, zacząć od nowa. To minuty, godziny, gdy wyjemy z bólu, tęsknoty za dawnym beztroskim życiem, przewidywalną codziennością, szalonymi wypadami ze znajomymi, nic-nie-muszeniem, nie-robieniem-bo-trzeba.

I o ile coraz częściej nagłaśnia się burze hormonów po porodzie, przestaje idealizować sielankowe macierzyństwo, schodzi się ciut na ziemię, to jednak zapomina się i dalej nieustannie milczy w sprawie trzeciego wymiaru. Bo macierzyństwo ma jeszcze jedno dno. Ma podłoże ekonomiczne.

Ciąża to nie choroba, ale namęczyć się trzeba. Wielki brzuch, rozstępy, cellullit, nogi jak banie, bieganie do wc co kilka minut, spanie na siedząco, bo zgaga i wiele innych „przyjemności” niechorobowego stanu… Poród w niczym (przynajmniej na lubelskich porodówkach) nieprzypominający szybkich, bezbolesnych (sic) porodów z filmowych kadrów, gdy przy jednym mrugnięciu okiem, nienagannym makijażu i uśmiechu od ucha do ucha, wydaje się na świat pulchniutkie różowiutkie maleństwo.

A tymczasem..

Rosnący brzuch i skurcze uniemożliwia pracę, jeżdżenie samochodem, zmuszona przez lekarza idziesz na l4, bo MUSISZ leżeć plackiem najlepiej, co w pracy byłoby nie lada wyzwaniem, niemożliwym zupełnie. Przez pracodawcę i wszystkich wokół (choć nikt się do tego oficjalnie nie przyzna) jesteś okrzyknięta leniem i wyłudzaczem. Jeśli dodatkowo masz pecha i prowadzisz działalność możesz mieć pewność, że ZUS skrupulatnie sprawdzi Twoje wyniki, dochody zakwestionuje i najchętniej to wstrzymałby wypłatę wszelkich świadczeń. Bo przecież jesteś tą złą, która okrada państwo (wrr… jasne, lepiej kosiniakowym finansować bezrobotne, których ciąża i dziecko to błogosławieństwo losu, a Twoja kobieto pracująca, to wyłudzenie!). Leżysz i rozwijasz co najwyżej czekoladkę, gdyż na chłonięcie wiedzy w ciąży nie masz siły. Amerykanie, jak to Amerykanie zrobili badania w każdym aspekcie i czarno na białym wykazali, że mózg kobiety w ciąży skupia się na innych priorytetach (podtrzymanie gatunku) a niżeli na zawodowemu doskonaleniu. Natury nie oszukasz. Niestety.

Decydując się na dziecko masz zatem dwie opcje. Pracować do upadłego (w drugiej ciąży pracowałam do końca 7 miesiąca i daję słowo, kochałam to, co robię i czułam się w tym perfekcyjnie) albo iść z rozsądku, przymusu lub wyboru na l4. Każda z nas umie liczyć, więc bez problemu jesteśmy w stanie stwierdzić, że wypadamy z życia zawodowego już średnio na 5 miesięcy. Wybierając opcję 6-miesiecznego macierzyńskiego z poczuciem winy w stosunku do własnego dziecka, krytyką otoczenia (ach ta wyrodna karierowiczka zamiast siedzieć z maleństwem, karierę na pierwszym miejscu stawia) wracasz do zawodowych obowiązków. Pracujesz, jak szalona, by udowodnić, że nie jesteś gorszym pracownikiem niż wcześniej. Że macierzyństwo nic nie zmieniło. Stajesz na głowie, śrubujesz targety, przodownik pracy po prostu. I co z tego? Przecież na pewno za chwilę weźmiesz zwolnienie na dziecko, opiekę, albo zajdziesz w kolejną ciążę (czyż nie tak myślą „dobrzy ludzie wokół”?). Po co się więc starasz?

Gdy zaś na rok zdecydujesz się zrezygnować z kariery dla dobra dziecka, spychasz się na margines zatrudnienia. Nie wspomnę o komentarzach otoczenia. Każda decyzja zostanie odpowiednio skrytykowana. Nie ma rozwiązania idealnego. Ważne, że zawsze wybierzesz źle. Zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci kamień.

Poświęciłaś nie tylko swoje ciało, zdrowie (mój kręgosłup na przykład woła o ratunek). Poświęciłaś się. Decydując się na dziecko zrezygnowałaś (świadomie lub nie) ze swoje kariery. A jeśli nie do końca zrezygnowałaś, to mocno ją opóźniłaś. Nie można ukrywać, że macierzyństwo w oczach wielu dyskredytuje zawodowo. Kobieta mająca dzieci (zazwyczaj dwójkę) wyłącza się z aktywności na rynku pracy średnio na 2,5 roku. W tym czasie mąż, partner pnie się po szczeblach kariery, poszerza doświadczenie, podnosi kompetencje. Awansuje. Zarabia więcej. A matka w domu z dziećmi? O ile przed macierzyństwem nie miała silnej pozycji, spada i zaczyna od początku. Zaczyna od pracy na niższych szczeblach. Pracy nieodpowiadającej jej kompetencjom (w które sama zresztą przestała już wierzyć). Decyduje się na pracę gorzej płatną. Macierzyństwo ma więc wymiar również finansowy. Niestety rzadko In plus.

Puszczając wodze fantazji (bo naiwnością byłoby twierdzenie, że możemy liczyć na emeryturę) przenieśmy się w przyszłość. Fajnie, gdy małżeństwo jeszcze trwa. Wówczas współmałżonkowie, partnerzy żyją konsumując wspólne dochody. Sytuacja komplikuje się, gdy małżeństwo się rozpada. Kobieta, która poświęciła lata swojego życia na wychowanie dzieci, traci finansowo (niższa emerytura, niższa pensja) w stosunku do mężczyzny, który nie pozwolił sobie na przerwę na ojcostwo, nie zrezygnował z pracy tylko podejmował wyzwanie utrzymania rodziny.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam nic do ojców. Nie chcę gwałtownego odwrócenia ról. Zależy mi na tym, by społeczeństwo wreszcie zaczęło dostrzegać również poświęcenie ekonomiczne kobiet decydujących się na dzieci. Przestańmy patrzyć wilkiem na kobiety na działalności gospodarczej, a finansować bezrobotne. Dzieci są tak samo dziećmi. Wymagają takich samych nakładów finansowych, emocjonalnych. Przestańmy zatem karać pracujące, by rozdawać tym, którym praca nigdy się nie opłacała. Doceńmy matki, zostające z dziećmi.

Nie jestem ekonomistką, ale HRowcem. Od lat obserwuję, a teraz staję sama przed takim zadaniem – powrotu na rynek pracy, Trudnego powrotu. Z jednej strony dylematów moralnych. Z drugiej niezależności finansowej.

Nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Nikt nie mówił niestety, że będzie tak cholernie trudno.

Bo macierzyństwo to POŚWIĘCENIE w każdym możliwym aspekcie.

trochę się napracowałam się żeby napisać ten post (jak zwykle jest już grubo po północy, bo w dzień to mogę co najwyżej zająć się dziećmi, na więcej nie starczy mi ani rąk ani uwagi ani świeżego umysłu). Będzie mi niezmiernie miło, gdy pozostawisz po sobie ślad mój Drogi Czytelniku. Jeśli masz ochotę, proszę o komentarz. Jeśli jeszcze nie lubisz, zachęcam do polubienia fanpage na fejsie (tutaj). Tam też się trochę dzieje. A jeśli mój post szczególnie przypadał Ci do gustu, rozradujesz me serce, gdy puścisz go w świat, by dotarł do innych.

Z całego serca dziękuję, że tu jesteś. Bo ja jestem tu właśnie dla Ciebie. Zawsze.

MadaM.

You Might Also Like

21 Comments

  • Reply Zacisze Rozmaitości, Lidia 28 kwietnia 2017 at 12:18

    Bardzo, bardzo dobry tekst. Z taką rzeczywistością prędzej czy później zetknie się każda matka. Macierzyństwa nie pojmuję co prawda jako jakieś niewiarygodne ograniczenie, hamulec w rozwoju, ale… inni już tak. Pracodawcy i ci wiecznie, nieprzerwanie zatrudnieni. Niestety w naszym kraju nie ułatwia się owego powrotu na rynek pracy. Generalnie niczego się na rynku pracy nie ułatwia. Możesz być kreatywnym, chętnym do pracy człowiekiem, a rzeczywistość potrafi cię zjeść na „dzień dobry”. W każdym razie w moim przypadku macierzyństwo otworzyło mi oczy na wiele spraw, także tych okołozawodowych. Mnie powrót czeka niebawem i też przyjdzie mi się zmierzyć z tematem. Mam jakieś pomysły w głowie, a zweryfikuje je rzeczywistość. Oby była łaskawa 😉

  • Reply MamaKarolina 28 kwietnia 2017 at 20:44

    A ja się bardzo cieszę z kosiniakowego bo nieźle mnie uratowało. Zostałam zwolniona z pracy z 5 miesiącu ciąży i straciłam jakiekolwiek dochody. Do 7msc dorabialam na sprzątaniu. Obecnie korzystam z kosiniakowego bo nie mam urlopu macierzyńskiego i jestem oficjalnie bezrobotna.

  • Reply Magda 29 kwietnia 2017 at 05:45

    Moim zdaniem najtrudniejszy jest wlasnie powrót na rynek pracy po długiej przerwie :(

  • Reply Magda M. blog 1 maja 2017 at 20:13

    Doskonale rozumiem o czym piszesz. Sama dla rodziny poświęciłam karierę. Nie osiągnęłam niczego wielkiego zawodowo, ale dla mnie spełnienie to właśnie moje dzieci. Ciekawe tylko jak będzie wyglądał mój powrót do pracy… Na razie czarno to widzę.

  • Reply Och!Wychowanie 1 maja 2017 at 20:22

    To prawda, macierzyństwo stawia nas czasem przed wieloma dylematami. Bez względu jednak na sytuacje, z którymi trzeba się mierzyć warto mieć poczucie własnej wartości i nie pozwolić przygnieść się czasem niełatwej rzeczywistości :)

  • Reply Bookendorfina Izabela Pycio 2 maja 2017 at 06:05

    Kiedy ja nie traktuję macierzyństwa jako poświęcenie, to słowo nie pasuje mi do odczuć, które towarzyszą mi na ścieżce bycia mamą. Może dlatego, że wcześniej już spełniłam się zawodowo, większe marzenia też udało się zrealizować, bycie mamą stało się kolejnym etapem w moim życiu. Owszem na wiele rzeczy nie mogłam sobie już pozwolić tak jak dawniej, lecz zawsze ze wzruszeniem o tym myślałam, z perspektywy stawania się lepszym człowiekiem. :)
    Bookendorfina

  • Reply Maciej 8 maja 2017 at 15:41

    Żyjemy dzięki poświęceniu naszych kochanych mam (i ojców) :)
    Gdyby nie oni, nie pisałbym teraz tego komentarza…

  • Reply Patrycja 9 maja 2017 at 12:09

    To prawda, mamy muszą odznaczać się przeogromną siłą:)

  • Reply Marta 25 maja 2017 at 15:04

    Bardzo dobry tekst!! Muszę Ci powiedzieć, że w związku z moim poświęceniem odczuwam czasem cos takiego… niewdzięczność :) Po prostu niewdzięczność. To dość bolesne…

  • Reply Kasia 25 maja 2017 at 16:35

    Troszkę malkontenctwa jest w tym tekście. W Ameryce, tej krainie mlekiem i miodem płynącej, wogóle nie ma płatnego macierzyńskiego. My wcale nie mamy tak źle. Ja nie obserwuję, aż takiej dyskryminacji mam na rynku pracy. Pracowałam w dużej redakcji ogólnopolskiej i matki wracały po macierzyńskim. Nikt na nie krzywo nie patrzył nawet gdy brały opiekę nad dzieckiem. Może dlatego, że szef miał sam czworo dzieci. Moja szwagierka ma trójkę dzieci, jest ekonomistką i też zawsze po przerwach spokojnie wracała do pracy.
    No taka rola kobiet, że rodzą… A kosiniakowe nie zasila tylko studentek. Pomogło niejednej kobiecie po studiach zatrudnionej na umowę o dzieło. I na to ostatnie akurat mogę tylko narzekać w naszym kraju.

  • Reply Ewelina 25 maja 2017 at 20:44

    Ciekawy tekst. Planując dziecko, większość kobiet aspekt ekonomiczny ogranicza do zakupu wyprawki i utrzymania malucha, zapominając o sobie na rynku pracy. A ten jest niestety bezlitosny. I tak sobie stoimy rozdarte, bo z jednej strony chce się być z dzieckiem jak najdłużej, a z drugiej jest świadomość, że kompetencje maleją, szanse na dobrą pozycję zawodową także. To nie jest prosty wybór.
    A Kosiniakowego bym nie krytykowała, bo ratuje życie wielu kobietom w bardzo trudnych sytuacjach. I nie piszę tego, jako jego beneficjentka, bo akurat mam własną działalność.

  • Reply Marta 29 maja 2017 at 15:41

    Poruszyłaś bardzo ważny temat! I niestety, znam dobrze ten gorzki smak macierzyństwa… Musiałam mocno uodpornić się na komentarze otoczenia, bo przebywam aktualnie na urlopie wychowawczym, a więc wiele osób widzi mnie jako skończonego lenia. Jakkolwiek, choć czasem bywa trudno, to nie zamieniałabym tego na nic innego 😉
    Choć moja kariera zawodowa wisi na włosku – nie żałuję :)

  • Reply sandra 29 maja 2017 at 15:52

    Zawsze można probówać łączyć pracę z wychowaniem dzieci, wiadomo mega ciężkie i możliwe tylko przy pracy zdalnej spoza biura. ALe możliwe bez tego uczucia poświęcienie.

  • Reply Ardeeda 29 maja 2017 at 16:02

    Dramat, zrozumienie, dramat, zrozumienie, dramat, zrozumienie… niby troska… ale na końcu jest. Oczywiście, że jest. Morał. W którym pomoc, szacunek, wyrozumiałość i dofinansowanie należą się wyłącznie paniom w sytuacji podobnej do autorki, a innym już nie. I jak zwykle, wartym do podkreślenia jest to, że innym nie.

    • Reply Ardeeda 29 maja 2017 at 16:11

      „Troszkę” albo raczej sporo.
      Niewykluczone, że ta dyskryminacja często jest przede wszystkim w głowach dyskryminowanych – nie żeby w życiu nie było, ale komuś z zewnątrz trudniej kogoś sterroryzować niż sam się może (ze strachu przed tym, że ktoś to zrobi).

  • Reply Daria 29 maja 2017 at 16:25

    Choć sama nie mam jeszcze dzieci, to uważam, że to bardzo dobry tekst i zapamiętuję go sobie na przyszłość:)

  • Reply TS 29 maja 2017 at 16:56

    Tacierzyństwo to też poświęcenie. I też wspaniałe :)

  • Reply Agnieszka Jarosz 29 maja 2017 at 21:53

    Tekst świetny i jakże prawdziwy, coś o tym wiem jestem podwójną „wyłudzaczką” pieniędzy z Zusu

  • Reply blogierka 30 maja 2017 at 01:10

    Poświęcenie, odpowiedzialność, stres, cierpienie, ból, samotność- to takie czarne strony, o których rzadko się mówi :/.
    Podziwiam każdą Matkę!
    Trzymaj się!

  • Reply Marzena T (Mania) 30 maja 2017 at 11:51

    Bardzo mądrze napisane ! Zgadzam się z Tobą w zupełności. Macierzyństwo to duże poświęcenie, sama czuję to po sobie

  • Reply Joanna - Dom na głowie 30 maja 2017 at 12:00

    Ja już mam powrót do pracy za sobą. Niestety roczne urlopy macierzyńskie są i dobre, bo dla dziecka, i złe ze względu na to, że często nie ma do czego wrócić. Ja tak miałam i teraz niestety stoję zawodowo w miejscu. Mam nadzieję, że kiedyś zmieni się tendencja zatrudniania tylko młodych, bo doświadczenie i zawodowe i życiowe też powinno być doceniane.

  • Odpowiedz na „MaciejCancel Reply